Polski węgiel znika, a importowanego przybywa

Pod koniec 2018 roku rząd wprowadził ustawę, która ma na celu poprawę jakości węgla sprzedawanego małym kotłowniom i gospodarstwom domowym. Nowe przepisy miały wspierać walkę ze smogiem. Jeden z punktów ustawy wprowadził zakaz importu węgla niesortowanego (zmieszany gruby z drobnym). Czy ustawa rzeczywiście zadziała w planowany sposób? Na ten moment widać wyraźnie, że importu nie udało się zatrzymać, za to polski węgiel częściowo zniknął z rynku.

Przeczytaj też: Taryfy za prąd w 2019 roku – na czym stoimy?

Polski węgiel znika z rynku

Ze sprzedaży detalicznej wycofany został na przykład węgiel typu orzech z kopalni Bogdanka. Jako, że część surowca nie spełniała wymogów ze względu na zbyt wysoką zawartość siarki, spółka zdecydowała się na rezygnację ze sprzedaży tego rodzaju węgla. Artur Wasil, prezes spółki podkreśla przy tym, że węgiel dla tej grupy odbiorców stanowi tylko 1% jego rocznej sprzedaży, która koncentruje się głównie na energetyce zawodowej.

Inne spółki też musiały dokonać weryfikacji sprzedawanego paliwa. Polska Grupa Górnicza (PGG) wycofała z oferty dla odbiorców detalicznych węgiel niespełniający wymogów, jednocześnie kontraktując jego dostawy do innych segmentów rynku. Nie wiemy jeszcze jakie decyzje podejmie TAURON Wydobycie.

Polski węgiel zastępuje importowany

Jak pokazują statystyki, podczas gdy polski węgiel znika, zagraniczny zalewa nasz rynek. Mimo wprowadzenia ustawy nie udało się zatrzymać importu. W samym tylko listopadzie przywieziono do Polski 1,66 mln ton czarnego paliwa. Aż 1,2 mln ton pochodziło z Rosji. W tym miejscu należy zaznaczyć, że właśnie ten węgiel jest w większości niesortowany, czyli niezgodny z ustawą. W okresie od stycznia do listopada 2018 roku ilość importowanego węgla sięgnęła 17,9 mln ton. (To aż o 60% więcej niż w tym samym okresie 2017 roku.) W tym też okresie w polskich kopalniach wydobyto 58,65 mln ton węgla.

Importerzy na granicy zapewniają, że towar sprzedadzą pośrednikom nie gospodarstwom domowym. Dzięki temu nie są objęci normami jakości. Takie obchodzenie przepisów jest zresztą zgodne z interpretacją samego resortu energii. Wiceminister Grzegorz Tobiszowski wyraźnie powiedział, że importerzy, którzy deklarują przeznaczenie surowca jako „inne”, mogą go sprzedać pośrednikom albo instalacjom powyżej 1 MW. Mają też możliwość uszlachetnienia go już na terenie Polski i sprzedawania gospodarstwom domowym.

Niepokojący jest też fakt, że Ministerstwo Energii ani Ministerstwo Finansów nie posiada informacji o tym, czy jakikolwiek skład importowanego węgla został zatrzymany na granicy ze względu na nie spełnianie wymogów dotyczących jego jakości. Trudno więc ustalić jak (i czy w ogóle) resort energii sprawdza skuteczność przepisów z 2018 roku.

Węgiel będzie sprawdzany w przyszłości

Wiemy też, że na ten moment jakość węgla nie jest jeszcze oceniana przez Inspekcję Handlową. Zapewne kontrole rozpoczną się nie wcześniej niż po przetargu na prowadzenie badań. Dopiero dzięki stworzeniu odpowiednich struktur i wybraniu laboratorium do badań, będzie można mówić o egzekwowaniu zapisów ustawy.

Sama ustawa wprowadzająca normy jakości węgla dla gospodarstw domowych to słuszny krok w kierunku walki ze smogiem. Póki co natomiast, normy te wykluczyły jedynie najgorszej jakości surowiec – muły węglowe i flotokoncentraty. Do 2020 roku niestety będzie można używać węgla z dużą ilością siarki czy też miałów węglowych, które zanieczyszczają powietrze. Dobrym posunięciem było wprowadzenie obowiązku wystawiania świadectw jakości, dzięki którym klient może się dowiedzieć co dokładnie kupuje. Jednak o tym na ile w praktyce sprawdza się ustawa będzie można mówić dopiero w momencie, kiedy rozpoczną się kontrole.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *